Ufff... dzisiejsza pogoda w sam raz na pokazywanie płaszcza :D Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że zdjęcia były robione w zdecydowanie chłodniejszy dzień. Moje miasteczko przeżywa dziś oblężenie, mamy piękny zalew z plażami i kąpieliskami, który docenia przede wszystkim Łódź i Warszawa. W zasadzie miejscowych numerów rejestracyjnych nie uświadczyłam podczas przejażdżki. Cóż, sama chętnie bym się popluskała bo jestem miłośniczką otwartych akwenów, ale nie cierpię tłoku. Odpoczywam więc w domowym zaciszu, a przy okazji nareszcie mogę pokazać moje nowości z Romwe


Pamiętacie limonkową sukienkę, którą niedawno pokazywałam KLIK? Tak bardzo mi się spodobała, że zdecydowałam się również na różową wersję. Podoba mi się krój, materiał, kolor - generalnie naprawdę udany projekt. Wygodne ramiączka, ciekawy dekolt i dół a'la baby doll.




Sukienka - KLIK

Płaszczyk to była niespodziewana zachcianka. Stwierdziłam, że nie mam nic na takie lekko chłodne dni, czy wieczory. Chciałam coś cienkiego, ale nie sportowego. Ten beżowy jegomość idealnie wpisał się w moje wymagania. Bez guzików, wiązany w pasie, z przyjemnego materiału - wszystko to sprawia, że naprawdę wygodnie się nosi. Obszerny kołnierz to dodatkowa ozdoba, która nieco tuszuje obfity biust.



Płaszczyk - KLIK

Dajcie znać, czy może coś wpadło Wam w oko? Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, życzę chłodnego wieczoru :D
czytaj dalej
W czasie publikacji tego posta będę pewnie jeszcze w kolejce wąskotorowej na trasie Rogów-Rawa Mazowiecka. Dzień spędzam wśród ferajny dzieci w ramach wycieczki organizowanej przez fundację mojej koleżanki. Żeby jednak blog nie świecił pustkami przygotowałam mały przegląd czerwcowych nowości :)


Totalną niespodzianką była dla mnie paczka z szamponem Priorin Extra od portalu wizaz.pl. Mam zakupioną kolejną kurację więc ciekawe czy w połączeniu z wewnętrzną suplementacją będzie dawać jeszcze lepsze efekty. Na zdjęcie załapała się również woda perfumowana Celebre z Avonu. Może powiecie, że mam prowincjonalny gust, ale ja naprawdę uwielbiam ten zapach :)


Wybór na ambasadorkę ekspertek portalu ofeminin był dla mnie wielką przyjemnością. Niezapowiedziany prezent wywołał niemały szok. Książka ( jeśli przepadacie za Iloną Felicjańską to chętnie odstąpię, nawet jest autograf :) Ja akurat nie należę do fanek ), film, olejek do twarzy, lakier do paznokci MiniMax i pomadki w płynie Astor. Kurczę, ktoś tu naprawdę poznał moje upodobania :) 


Z dużą ciekawością przyjęłam zaproszenie do testowania kosmetyków Soraya i BioOil od BLOGmedia. BioOil wreszcie rozprawi się z moją blizną ( nie ma to jak bieganie z psem ), a kosmetyki do opalania zabiorę na wyczekiwane wakacje, więc testy będą dogłębne :)


Moje punkty uzbierane za recenzje wosków zostały wymienione na coś o czym marzyłam od dawna. Nareszcie mam kwiatowy kominek Yankee Candle, mój stary brzydal pójdzie więc w odstawkę. Do kompletu trzy woski Kringle Candle. Cieszę się bardzo, że Goodies.pl tak poszerzyło swoją ofertę :) Teraz czekam na kolekcję YC Q3 w afrykańskim klimacie :)


Na koniec moje najnowsze chciejstwo. Gdy już wszyscy przeżyli zachwyty kosmetykami azjatyckimi, to ja dopiero się obudziłam. Nagle zamarzył mi się prawdziwy bebik od Skin79. Ponieważ kompletnie nie wiedziałam, w który z produktów celować, to na oficjalnych aukcjach dystrybutora zgarnęłam kilka próbek. Teraz na spokojnie sprawdzę, które maleństwo przygarnąć przy następnych zakupach :)


I... koniec :) Jakoś tak ostatnio dużo rozważniej podchodzę do wszelkich zakupów. Analizuję chwilowe zachcianki i staram się porządkować moje zapasy. Chyba doszłam do momentu, w którym jakość staje się priorytetem. Wolę jedną, porządną rzecz, na którą muszę odkładać nieco dłużej, niż stado przeciętniaków, których i tak nie wykorzystam.

A jak jest u Was? Kosmetyczny minimalizm jest w ogóle możliwy? :)

czytaj dalej
Wofercie Mixit zakochałam się jakiś czas temu, samodzielnie skomponowane musli i kasza, o których pisałam TUTAJ sprawiły mi mnóstwo frajdy. Z wielką radością powitałam więc paczuchę ze smakołykami. Znalazłam w niej m.in. Mixitki czyli batoniki pełne zdrowia, które chciałam Wam dziś pokazać.


Dlaczego tak bardzo podoba mi się idea Mixit? Batoniki są zdrową i niesamowicie smaczną alternatywą dla tradycyjnych słodyczy. W składzie znajdziemy jedynie naturalne składniki, pełne witamin i błonnika. Pomyśleli nawet o osobach, które unikają glutenu

Smaczne, sycące, a do tego zdrowe. Biją na głowę większość słodkości pretendujących do miana fit. 
Całkiem duży wybór smaków pozwala na rozsmakowanie się w ulubionej wersji. Ja wypróbowałam 6 rodzajów.

Moja ulubiona, bez glutenu - Kokos&Czekolada



Skład wersji kokos&czekolada


Czarna Porzeczka



Skład wersji z czarną porzeczką


Bez glutenu - jabłko&cynamon



skład wersji jabłko&cynamon


Bez glutenu - czereśnie&migdały



skład wersji czereśnie&migdały


Poamarańcza



skład wersji z pomarańczą


Jagody Goji&Espresso&Czekolada



skład wersji Goji&Espresso&Czekolada


Mixitki możemy kupić w gotowym zestawie KLIK lub skomponować własną paczkę 8 smaków. Cena jednego batonika w wersji standardowej to 3,90 zł, Mixitka bezglutenowa to wydatek rzędu niespełna 6 zł. W zależności od wersji smakowej mają gramaturę 42, 51, 55, 60 lub aż 80 gramów. 

Jeśli jesteście fankami słodkości ( jak ja ), ale poszukujecie zdrowej alternatywy, która faktycznie nie będzie dostarczać jedynie pustych kalorii to myślę, że Mixitki to coś dla Was :)

Lubicie takie smaki, a może wolicie klasyczne batony? 

czytaj dalej
Nie lubię wypiekanych kosmetyków, zawsze kojarzyły mi się z niesłychaną twardością i szorowaniem pędzlem przez 10 minut, aby wreszcie nabrać trochę koloru. Nie moja bajka. Co więc skusiło mnie na rozświetlający róż od Golden Rose? Nie wiem... Magiczna siła pchała mnie w jego ramiona. Czasami warto zaryzykować szczególnie gdy mowa o Golden Rose :)


Róż Terracotta nr 05 zamknięty jest w prostym, plastikowym opakowaniu zamykanym na zatrzask. Na dołączonym kartoniku znajdziemy m.in. informację o składzie.


Posiadam odcień 05 - to piękny, słoneczny beż o złocisto-ciepłej tonacji. Zimą nie koniecznie było mi w nim do twarzy, ale latem, na lekko opalonej cerze prezentuje się obłędnie.


To co zadziwiło mnie w pierwszej chwili to konsystencja. Spodziewałam się zbitej, spieczonej skały, a okazało się, że róż mimo wypiekanej formy jest jedwabiście gładki, idealnie zmielony i bez problemowy w aplikacji. Pigmentacja jest w sam raz, efekt można stopniować, a kolor bardzo długo utrzymuje się na twarzy.



Rozświetlające drobinki są tak delikatne, że dają efekt promiennej ceny nie zaś choinkowego blink blink co bardzo mi się podoba. Kolor ładnie ociepla twarz, szczególnie dobrze komponuje się z lekką opalenizną nadając jej złocistą poświatę.


Dla zainteresowanych skład - fajnie, że firma na większości produktów je podaje.


Za 4 gramowe opakowanie naprawdę wydajnego kosmetyku zapłacimy ok. 25 zł. 



Myślę, że w bogatej gamie kolorystycznej każdy znajdzie coś dla siebie KLIK

Macie jakichś swoich ulubieńców z Golden Rose?
czytaj dalej
Pisząc tego posta na myśl przyszła mi komedia " Nie zadzieraj z fryzjerem" i właśnie tekst "jedwabiście". To naprawdę świetne określenie dla olejku do włosów od Ecolab, o którym chciałabym dziś opowiedzieć. Wiem, że może przynudzam już o tej marce, ale jestem nią szczerze zachwycona. Czerwcowa paczka ambasadorska od Kaliny wpasowała się w moje potrzeby w 100%. O scrubie i serum mogliście już czytać na blogu, dziś pora na jedwabny olejek do włosów.


Smukła butelka z przyciemnianego plastiku mieści aż 250 ml produktu, Jak na olejek do włosów to naprawdę pokaźna pojemność. Pompka sprawnie aplikuje kosmetyk i niesłychanie ułatwia życie. Nic nie cieknie po butelce i nie ma ryzyka zalania połowy łazienki, gdy butelka się przewróci ( przerabiałam już taką sytuację ).


Zaskoczeniem dla nikogo nie będzie, że kosmetyk ma olejkową konsystencję :) Jest ona raczej dość rzadka.To taki klasyczny, delikatny olejek o lekko owocowym zapachu. Stosowałam go zarówno na skalp jak i na całą długość włosów.


To co w pierwszej kolejności da się zauważyć to jego... jedwabistość. Roztarty w dłoniach i powoli, pasmo po pasmie nakładany na włosy sprawia, że stają się niezwykle miękkie, delikatne i miłe w dotyku. Samo wrażenie oraganoleptyczne przypomina jedwab. Mam wrażenie, że olejek jest bardzo tłusty ( zaskakujące, nieprawdaż hehe?), wystarczy niewielka ilość aby pokryć całą czuprynę dzięki temu jest niezwykle wydajny. Aplikacja to czysta przyjemność choć osobiście, zgodnie z zaleceniem producenta, wolałam nakładać go na suche, nie zaś na zwilżone włosy.

Olejek stosowałam co drugie mycie włosów. Jakie przyniósł efekty?
Przede wszystkim cudnie nawilża i wygładza włosy. Po wyschnięciu są miękkie, pełne objętości i sypkie, ale absolutnie się nie puszą. Piękny połysk i aksamitność w dotyku. Aż chciałabym się gładzić i gładzić po głowie. W moim przypadku dodatkowo pięknie podkreśla skręt loków. Zdecydowanie poprawił kondycję całej czupryny, optycznie poprawia objętość włosów i daje wrażenie takiej mięsistej i bujnej grzywy.


Nie mam się w sumie czemu dziwić - skład jest pierwszorzędny. Prosty, ale jak widać bardzo skuteczny. Podstawą jest olej lniany, dalej znajdziemy olej ze słodkich migdałów, olej z zarodków pszenicy, witaminę E. proteiny jedwabiu i kolagen.

Za 250 ml produktu zapłacimy ok. 25 zł, do kupienia w sklepie Kalina.


Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że od niepamiętnych czasów nie piałam tak z zachwytu nad konkretną marką. Ecolab kupiło mnie swoimi składami oraz działaniem. Wiem, że z pewnością skuszę się na kolejne kosmetyki tej marki. Jeśli jesteście fankami naturalnych składów, a nie chcecie wywalać fortuny na szeroko reklamowane marki, to myślę, że Ecolab powinien spełnić Wasze oczekiwania :)
czytaj dalej
Z wielkim zaskoczeniem przyjęłam fakt, że moje posty ubraniowe cieszą tak dużą popularnością. Nie śmiem tytułować się blogerką modową, ale w ramach urozmaicenia, żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie przygotowałam kilka fotek nowości ze sklepu SheIn.


Zacznę od bluzy, która skradła moje serce już dawno temu. Prawdopodobnie zgarnęłam ostatnią sztukę, ale możliwe, że wróci jeszcze do sprzedaży bo nie sposób się w niej nie zakochać :D Czy jest coś słodszego i bardziej dziewczęcego niż różowa bluza z Disneyową Minnie? Najlepszym bajerem jest to, że z przodu mamy buźkę myszki, a na plecach jej tył :D 



Wiem, że nie każdy lubi bajkowe motywy, ale ja jestem nią wprost zachwycona. Nie chodzi tu tylko o sam wygląd, ale i jakość. Bluza jest dość gruba, mięsista, pulchniutka, cieplutka i niesamowicie milusia. Po prostu jakbym założyła na siebie puszystą podusię. 



Drugi ciuszek to szyfonowa koszula, w pięknym, chabrowym odcieniu. Wszystko byłoby z nią super, gdyby nie to, że po zapięciu rozchodzi się w biuście :( Mimo wszystko myślę, że i tak będę ją wykorzystywać. Materiał jest bardzo przyjemny w dotyku, przypomina delikatną żorżetę. Starannie uszyta, dobrze wykończona, nie elektryzuje się i ma świetny krój. Gdyby nie ten biust to piałabym z zachwytu.



Koszula - KLIK
Bluza - KLIK

Oba ciuszki znajdziecie na SheIn

Wpadło Wam coś w oko? A może upatrzyłyście sobie coś dla siebie w ofercie SheIn?
czytaj dalej
Zachwytów nad marką Ecolab ciąg dalszy i zaręczam, że nie są to puste słowa. Jako wielki miłośnik kawy, wierzący w pozytywne działanie kofeiny, do kompletu ze scrubem zabrałam się za testy serum odmładzającego na noc. Wierzcie mi, nie kieruję się tytułami producenta typu "odmładzające, rewitalizujące, odżywcze bla bla bla". Ja kieruję się składem i to właśnie z racji na skład postanowiłam dać mu szansę :)


Wygodna, plastikowa buteleczka z pompką mieści 50 ml kosmetyku. Dzięki temu, że opakowanie jest przezroczyste możemy na bieżąco kontrolować zużycie. Niby drobiazg, ale bardzo to doceniam bo już kilka razy przeżyłam niespodziankę z ostatnim "pompknięciem" kosmetyku.


Serum ma specyficzną konsystencję. Nazwałabym to zemulgowanym olejem, ale wiem, że dla wielu z Was to żadne określenie. Postaram się więc jaśniej. Niby mamy do czynienia z kremową konsystencją, treściwą, ale jednocześnie nie obciążającą skóry. Gdy nałożymy kosmetyk na twarz mamy wrażenie jakbyśmy rozprowadzały olejek w żelowej formie. Nie ma jednak mowy o tłustości czy lepkości bo serum wchłania się niezwykle szybko. Zapach jest słodkawy, ciężko mi jednoznacznie określić do czego jest podobny. Z pewnością jednak nie należy do nieprzyjemnych.


To co zauważamy już po pierwszej aplikacji to niesamowita miękkość cery. Serum świetnie ją wygładza i sprawia, że staje się taka hmmm... sprężysta. Zauważalnie wyrównuje drobne załamania skóry i sprawia, że twarz staje się promienna. Mam wrażenie, że wraz z upływem czasu bardzo poprawia się koloryt skóry. Znikają zasinienia i zaczerwienienia, a cera zyskuje młodzieńczego zaróżowienia. Choć serum samo w sobie nie było jakąś totalną bombą nawilżającą to stosowane pod krem zdecydowanie poprawiało jego działanie. Często stosowałam je solo i również nie miałam zastrzeżeń. 


Wisienka na torcie to oczywiście skład kosmetyku - prostu, ale jak się okazało całkiem skuteczny. Woda winogronowa, olej z zarodków pszenicy, kofeina i kwas hialuronowy to podstawa. 


Moim zdaniem, serum odmładzające od Ecolab to kosmetyk, który świetnie sprawdzi się w przypadku poszarzałej, zmęczonej cery, której brak witalności. Mam wrażenie, że kofeina zawarta w składzie poprawia cyrkulację krwi i limfy, a jednocześnie odświeża i optycznie odmładza twarz.

Za 50 ml kosmetyku zapłacimy ok. 32 zł w sklepie Kalina KLIK.

W najbliższym czasie postaram się napisać również o fantastycznym, jedwabnym olejku do włosów tej firmy. Zainteresowało Was może coś z oferty Ecolab?

czytaj dalej