Wiem, że marudzenie na pogodę jest już nudne. Nie mam zamiaru tego robić, ale chciałam zadać takie małe, retoryczne pytanie - czy u nas nigdy nie może być normalnie? Albo 15 stopni i leje, albo 35 stopni i masz wrażenie, że zaraz przykleisz się do ściany. A że mieszkam na ostatnim piętrze i sufit topi mi się na głowę to musicie mi wybaczyć nieszczególny humor :) Jeśli już mowa o upałach to dziś o dwóch kosmetykach, które mogą się sprawdzić. Od razu na wstępie zaznaczę, że nie są to produkty, które odmienią Wasze życie, ale jeśli zależy Wam na lekkości i przyjaznej cenie to warto je poznać.


Wiele osób rezygnuje w upały z makijażu i ja to rozumiem. Jeśli jednak czeka mnie większe wyjście bądź praca to nikt mi nie wmówi, że cera sauté- zaczerwieniona od ciepła, błyszcząca i ogólnie nieświeża ( jak to w upały ) będzie prezentować się dobrze. Na taki okres świetnie sprawdzają się kosmetyki mineralne. Jeśli jednak nie po drodze Wam z nimi to warto poznać duet z My Secret - wygładzający podkład Beauty Elixir i kremowy sztyft korygujący.


Beauty Elixir Smoothing Make-up zamknięty jest w klasycznej, zakręcanej, miękkiej tubce. Przed pierwszym użyciem należy usunąć nakleję łączącą tubkę z nakrętką. Jest to jakiś gwarant, że nikt przed nami nie próbował danego egzemplarza ( wiecie już, że nie znoszę macaczy drogeryjnych ). Jeśli marka My Secret Was nie przekonuje to zaznaczę, że produkty wychodzą spod skrzydeł Pierre Rene więc nie jest to marka własna niewiadomego pochodzenia.


Posiadam odcień nr 2 - moim zdaniem jest to jasny beż w nieco ziemistej tonacji, który ładnie dopasowuje się do cery. Formuła jest kremowa, średnio gęsta i łatwa w aplikacji. Krycie niskie do średniego. Na wybranych partiach można je budować ponieważ konsystencja ładnie wtapia się w cerę.


Efekt był dla mnie sporym zaskoczeniem - cera jest po nim jest aksamitnie delikatna, ma zdrowy "glow", ale jednocześnie wykończenie jest delikatnie pudrowe. Dzięki temu podkład jest trwalszy, nie sprawia wrażenia "mokrej twarzy" i dobrze współgra z pudrem fixującym. Owszem nie jest to 12 godzinna trwałość, ale moje 8 godzin w pracy wytrzymuje naprawdę bez uszczerbku. "Zdrowo" - to chyba najlepsze określenie jakiego można użyć w stosunku do wyglądu twarzy po użyciu tego produktu.

Dla zainteresowanych skład poniżej:


Za 30 ml tubkę zapłacimy w Drogerii Natura ok. 12 zł. Ja zaczynam zwracać honor tańszym markom i już nie ulegam owczemu pędowi za górnopółkowymi firmami.


Do kompletu z podkładem warto poznać kremowy sztyft korygujący. Tradycyjnie wykręcany sztyft o faktycznie kremowej konsystencji, która dobrze aplikuje się pod wpływem ciepła ma 2 gramy. Nie nadaje się na plamki, przebarwienia, wypryski czy inne niedoskonałości - przynajmniej nie u mnie. Jest za mało kryjący i formuła jest na coś takiego zbyt delikatna, wręcz nawilżająca. Znalazłam za to dla niego inne zastosowanie kryjące.


Sztyft idealnie sprawdza się na skórze pod oczami. Na tę partię twarzy zawsze używałam płynnych korektorów. Okazuje się jednak, że sztyft dzięki swojej wilgotnej, kremowej formule ładnie wyrównuje koloryt, ukrywa zaczerwienienia, a delikatnie przypudrowany sypkim pudrem dobrze utrzymuje się przez cały dzień i nie wbija w zmarszczki! 


Nie mam obecnie dużych problemów z sińcami, więc na moje potrzeby odcień nr 3 jest wystarczający. Sam kosmetyk nie obciąża skóry i nie tworzy efektu maski.


Cena sztyftu to ok. 11 zł. Na niedoskonałości raczej go nie polecam, ale jeśli szukacie czegoś co delikatnie pomoże zakryć cienie czy zaczerwienienia wokół oczu to śmiało próbujcie. Efekt jest chyba zauważalny :)



A jak jest u Was? W upalne dni rezygnujecie zupełnie z makijażu czy może tak jak u mnie - praca i obowiązki Wam na to nie pozwalają?
czytaj dalej
Półmetek wakacji już za nami. Przez ostatnie tygodnie w kąpielach słonecznych towarzyszył mi zestaw firmy Soraya, który testowałam dla BLOGmedia. Trzy produkty na każdy etap opalania stanowiły zgrane trio. Myślę, że najwyższy czas podzielić się swoimi spostrzeżeniami.


Na początek mój zdecydowany ulubieniec - starter opalania, przyspieszacz i balsam utrwalający w jednym kosmetyku. Express bronze 3 w 1 to kremowy balsam o aksamitnej konsystencji. Miękka tuba stawiana na zakrętce jest wygodna w użyciu, a zamknięcie na zatrzask szybkie i komfortowe.


Balsam przyjemnie się rozprowadza i łatwo wchłania. Skóra jest po nim miękka i nawilżona, a kwiatowy zapach to dodatkowy atut. Nie są to jednak podstawowe zadania kosmetyku.


Jak zapewnia producent, balsam stosowany na dwa tygodnie przed rozpoczęciem opalania poprawia koloryt skóry i przygotowuje ją do opalania. Aplikowany bezpośrednio przed kąpielą słoneczną przyspiesza proces opalania, zaś naniesiony po opalaniu ma utrwalać i ujednolicać opaleniznę.


Osobiście najbardziej pasował mi jako przyspieszacz opalania. Gdy go dostałam, moja skóra była już nieco zarumieniona, więc ciężko byłoby mi określić jak sprawdza się w roli startera. Jako przyspieszacz radził sobie naprawdę świetnie. Przez ostatnie lata dość opornie szło mi opalanie mimo iż kiedyś pierwsza opalenizna przychodziła dosłownie po kilku minutach ekspozycji na słońce.
Jasne - kremy z filtrem i te sprawy, ale nawet gdy popełniałam grzech wystawiania się na promienie UV bez filtra to i tak opalenizna była wyjątkowo delikatna.

Dzięki produktowi Express Bronze zauważyłam, że kolor przychodzi znacznie szybciej, ma ładny brązowy odcień i dłużej się utrzymuje. Ekstrakt z orzecha włoskiego ujednolicał koloryt. Przy stosowaniu tego produktu pamiętać należy o dodatkowym zabezpieczaniu się kremem z filtrem ponieważ sam kosmetyk go nie zawiera.

Dla zainteresowanych skład poniżej.


Opakowanie mieści 150 ml wydajnego i wielofunkcyjnego kosmetyku. Jeśli planujecie krótki urlop to myślę, że Express Bronze od Sorai zdecydowanie pomoże Wam uzyskać piękną opaleniznę.


Po starterze 3w1 pora na balsam do opalania z filtrem SPF10.
Klasyczna butelka o designie charakterystycznym dla Sorai, zamykana na porządny zatrzask.
Konsystencja jest bardzo leciutka, wręcz nazwałabym ją mleczkiem. Wchłania się bardzo szybko i nie zostawia tłustego filmu, a dodatkowo przyjemnie nawilża. Owocowy zapach podoba mi się średnio, ale nie jest też szczególnie denerwujący.


Osobiście stosowałam balsam przede wszystkim przy okazji wyjść "w miasto" gdy nie nastawiałam się na opalanie, ale także w trakcie opalania na nogi. Ta część ciała ( jak chyba u wszystkich ) opala się w tempie żółwim podczas gdy moje ręce czy plecy były już karmelowe.


Moim zdaniem jest to dobry kosmetyk zabezpieczający ciało w trakcie krótkich spacerów, sprawdzi się również na wyjątkowo trudno opalające się partie ciała bądź na już naprawdę dobrze opaloną i przyzwyczajoną do słońca skórę. No i z pewnością nie dla totalnych bladziochów. Mimo iż sama mam lekko oliwkową cerę z natury to staram się wybierać wyższe filtry, ale nie ulegam również presji kompletnej ochrony ciała bo przecież przy olbrzymich niedoborach witaminy D na naszej szerokości geograficznej, jakoś ją sobie trzeba zsyntetyzować :)

Poniżej skład:


Balsam ma standardową pojemność 200 ml i jeśli już się trochę przyrumieniłyście to myślę, że warto włączyć go do swojego plażowego arsenału.


Na koniec coś po opalaniu czyli balsam rozświetlający. Opakowanie identyczne jak w przypadku balsamu do opalania z tą różnicą, że już sam jego kolor przywodzi na myśl brązowe ciała.
Niestety w przypadku tego produktu mam dość mieszane odczucia.


Konsystencja jest bardzo leciutka, podobna do konsystencji balsamu z filtrem. Łatwo się rozprowadza, nie jest klejąca czy tłusta. Moim zdaniem jednak skóra po opalaniu często potrzebuje solidnego, nawilżającego kopa. Tu tego nie dostaniemy.
Balsam stosowany regularnie faktycznie przedłuża opaleniznę, ale drobinki rozświetlające... cóż, dla mnie są po prostu zbyt nachalne. Liczyłam na drobniutką, perłową mikę, która daje złocistą poświatę. Tutaj mamy faktycznie drobinki, ale przypominające brokat. W dziennym świetle nie są może tak rzucające się w oczy, ale w sztucznym świetle to prawdziwa dyskoteka! Palcem można wskazać pojedyncze mignięcia. Meh... nie tego się spodziewałam i choć produkt sam w sobie nie jest zły to drobinki są do zmielenia :)


Niżej skład:


Pojemność kosmetyku to 200 ml, sami musicie przemyśleć czy błyskoteka do Was przemawia :)

Soraya to marka, która do niedawna była przeze mnie trochę zapomniana. Cieszę się, że miałam możliwość przypomnieć sobie o nich. Macie może jakieś ulubione produkty spod skrzydeł tej marki? Jeśli tak to podrzućcie info co warto poznać :)

czytaj dalej
Mój wakacyjny wyjazd dobiegł końca, dawno nie byłam tak zrelaksowana i szczęśliwa. Chyba mój narzeczony ma podobnie bo humor go nie opuszcza :) Przed samym wyjazdem przywędrowała do mnie paczka z nowościami od Romwe. Postanowiłam zabrać ze sobą dwie rzeczy na wyjazd, trzecia - o której już Wam wspominałam niestety wygląda na mnie komicznie dlatego pokażę ją tylko na zdjęciu - być może któraś z Was ma więcej niż 160 cm wzrostu i będzie w niej lepiej wyglądać :)


Zacznę od sukienki - zdjęcia robiliśmy dzień przed odjazdem
Ja: Kochanie chodź zrobić swojej sławnej blogerce fotki w kiecce
On: Ale ja nie jestem sławnym fotografem
I co? I wyszło jak zawsze - on jednak ma smykałkę do zdjęć, a ja? A ja nie mam smykałki do pozowania :( Mimo wszytko w sukience wyszłam chyba nieźle tym bardziej, że faktycznie jest to udany ciuch.



Przyjemny w dotyku, cienki i zwiewny materiał ładnie układa się na sylwetce. Pod spodem krótka halka dzięki której bielizna nie jest widoczna. W pasie gumka i pasek do jej zakrycia. Lubię podkreślać talię dlatego dobrze czułam się w takim fasonie. Moim zdaniem jest to udany model nawet dla tak niskich dziewczyn jak ja - nie jestem zmuszona jej obcinać bo nie ciągnie się po ziemi gdy mam na sobie płaskie buty.


Tym razem zdjęcia nieco gorsze bo plaża była pełna ludzi, a G. jeszcze nie wierzył w swoje możliwości :) Teoretycznie również jest to sukienka choć w w takiej roli chodziłam w niej jedynie po plaży. Delikatny materiał lekko przypominający żorżetę jest przyjemny w dotyku. Pod spodem również króciutka halka dzięki której bielizna nie będzie prześwitywać. Tył zapinany na karku na jeden guziczek. Osobiście mam zamiar wykorzystywać ją w roli tuniki do legginsów.



Na koniec niewypał. I nie chodzi tu o to, że spódnica jest nieładna czy źle uszyta. Wręcz przeciwnie - gruby, mięsisty materiał, dobre wykończenie i barokowy wzór dosłownie mnie zauroczyły. Już widziałam ją z czarnym golfem i szpilkami... Tak... Widziałam... Ale nie na 160 centymetrowej, z deka puszystej osobie :(



Stąd moja propozycja - jeśli któraś z Was ma ok. 170 cm bądź więcej i byłaby zainteresowana spódnicą to koniecznie dajcie znać. Chętnie oddam ją w dobre ręce bo niestety ja nie mam w swoim otoczeniu osoby, na którą by pasowała, a naprawdę szkoda żeby leżała na dnie szafy czekając na litość.

Zdjęcia tylko na wieszaku, ale możecie zobaczyć jak wygląda na osobie TUTAJ i TUTAJ.

Przede mną jeszcze tydzień urlopu, podobno ma paść rekord temperatury więc cieszę się, że nie muszę spędzać go w pracy. Dajcie znać czy nowości przypadły do gustu :)
czytaj dalej
Korzystając z tego, że dzisiejszy poranek nad morzem był chłodny i deszczowy mogłam wreszcie przygotować notkę o lipcowych nowościach. Tym razem skromnie i oszczędnie ponieważ jestem w fazie pozbywania się zapasów. Każda kolejne zużyte opakowanie cieszy niesłychanie, powoli jednak nie nadążam z recenzjami, ale mam nadzieję, że kolejny tydzień urlopu pozwoli mi nadrobić wiele zaległości :)


Zacznę od zakupów w Rossmannie. Generalnie powędrowałam po piankę do włosów Nivea Flexible Curl bo na wiele przetestowanych produktów tego typu to właśnie ona na moich lokach sprawdza się najlepiej. Przy okazji zgarnęłam antyperspirant adidas climacool - mój facet był bardzo zadowolony z męskiej wersji, więc musiałam sprawdzić czy damska da radę :) Chusteczki do higieny intymnej AA, dezodorant Isana oraz mały Biały Jeleń do higieny intymnej zostały kupione z myślą o wakacyjnym wyjeździe. Gąbeczki Calypso wpadły do koszyka w ostatniej chwili bo są idealne do zmywania glinkowych maseczek :)


O tuszu do rzęs Astor Secuction codes no 3 pisałam już TUTAJ. Bardzo fajna nowość, którą testowałam w ramach bycia Ambasadorką Klubu Expertek ofeminin.pl.


Gdy tylko usłyszałam o kolekcji Yankee Candle Q3 Out of Africa wiedziałam, że muszę ją mieć! Zdążyła pojawić się na Goodies.pl i od razu kliknęłam całą czwórkę. Na blogu pisałam już o Kilimanjaro Stars KLIK i Serengeti Sunset KLIK, w domu czekają na palenie Madagascan Orchid i Egyptian Musk


Przez jakiś czas nosiłam się z zamiarem kupna suplementu Hydrominum, odkryłam jednak coś takiego jak HydrOff - ma lepszy skład, większe stężenie i faktycznie czuję, że woda nie zbiera się we mnie tak, jak wcześniej. Gratis dostałam Gravit AD+E - ale ten suplement zostawiam na zimę bo witaminę A łykam w formie beta karotenu, a D latem mój organizm syntetyzuje chyba wystarczająco :)


Kolejna paczka ambasadorska od mojej kochanej Kaliny. Piana do kąpieli Natura Siberica, krem do twarzy na dzień od Biolaven, solny peeling do ciała Ecolab i garść próbek szamponów i odżywki Nature Progres. 


 W sam raz na wakacyjny wyjazd przywędrował do mnie brązujący olejek do opalania NUXE z SPF 30, a do tego świetny ręcznik, który towarzyszy mi na plaży już od kilku dni :)


Olejek Sesa to przesyłka od Etnobazar - wracam do korzeni i intensywnie dbam o włosy olejkami. Sesa zrobiła na mnie świetne, pierwsze wrażenie.


Zostałam zaproszona również do kolejnej akcji BLOGrecommend. Kuracja Vitapil to zdecydowanie coś dla mnie. Byłam bardzo ciekawa nowej wersji tego suplementu bo stara kiedyś bardzo mi pomogła. Lotion jest przyjemny w aplikacji i liczę na to, że jesień powitam z naprawdę bujną grzywą :) Do kompletu rewelacyjna torba "czytam blogi na zblogowani " - dlaczego tak mnie ucieszyła? Jest w sam raz do ręki, ma krótkie uszy, nie tarza się po ziemi i codziennie nosiłam sobie w niej papu do pracy :D Najlepsza torba eko którą dostałam :)


Nie jestem wielką fanką Vichy, gdy miałam możliwość przetestowania nowości Idealia Skin Sleep to odmówiłam. Potem naczytałam się wielu pozytywów i trochę żałowałam, że nie dałam się przekonać. Skusiłam się więc na pakiet próbek, chyba zaszła jakaś pomyłka bo zestawy przyszły do mnie dwa. Po wakacjach przetestuję na mojej opalonej cerze :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, czy coś szczególnie wpadło Wam w oko :) A ja uciekam pomoczyć nóżki w morzu. 
czytaj dalej
W czasie publikacji tego posta ja będę pewnie już gdzieś w okolicach Gdańska :) Postanowiłam jednak wcześniej przygotować dla Was mały przegląd mojej wakacyjnej kosmetyczki. Zazwyczaj przekładam wszystko do podróżnych pojemniczków ponieważ nie cierpię dźwigać pełnych flaszek. Tym razem jednak uzbierałam taką potężną gromadę próbek i mini produktów, że aż szkoda by było ich nie wypróbować. Wiele rzeczy zabrałam w większej ilości z myślą o moim narzeczonych, jestem również w fazie testów kilku produktów dlatego jadą ze mną.


Na dzień dobry pielęgnacja i demakijaż. Tu mamy chyba największą różnorodność. Do demakijażu oczu posłużą mi dwie miniaturki mleczka Lancome, gdyby brakło będę posiłkować się malutkim Glov Treat. Do oczyszczania twarzy zabieram próbki i miniatury żeli - Bioderma Sebium, Palmers, La Roche Posay Effaclar, Bioderma ABC, Ziaja liście manuka, Mary Cohr i Locherber.
Bez toniku żyć nie mogę więc zabieram miniaturki Lancome i Biodermy.
Ponieważ jadę nad morze i mam nadzieję się opalać to wiem, że muszę zadbać o nawilżanie. Miniatura serum Lierac Hydra Chrono+ ciekawiła mnie od dawna, do tego krem na dzień i krem na noc od Love Me Green, Apis krem z woskiem pszczelim ( trzeba mieć jakąś alternatywę ), a pod oczy próbki kremu Sylveco. Z ciekawości zabrałam również miniaturkę filtra Anthelios SPF 50 i próbkę Gly Skin Care Super Sunblock SPF 30.


Do mycia ciała - dla mnie i dla narzeczonego, żel pod prysznic Bath and Body Works Sea Island Cotton. Zapach jest raczej unisex, więc liczę na to, że nie będzie płakał :) No nawilżania ciała będę raczej stosować balsamy po opalaniu, ale na wszelki wypadek zabrałam również nawilżające mleczko-nektar z Tołpy. Do stóp jedzie ze mną emulsja od Charmine Rose - zaoszczędziłam miejsce, więc mogę dorzucić coś ekstra :) Do rąk krem w formie pianki Skin Cair - Allpresan. Do higieny intymnej, sprawdzony Biały Jeleń.


Do włosów pokaźna gromada, ale usprawiedliwiam się tym, że mój facet szampony dosłownie wypija. Ja zaś łyżkami zjadam odżywki i maski :) Z tego względu jadą ze mną saszetki Bania Agafii - to najlepsze produkty na wyjazd. Lekka, pojemna saszetka z nakrętką dosłownie wymiata. Ekspresowa maska i szampon z pewnością będą w głównej mierze używane, ale liczę na to, że skuszę się też na kilka próbek. Balsam myjący z betainą od Sylveco kusi mnie od dawna więc sprawdzę go w próbkowej wersji, podobnie jak szampon pszeniczno owsiany. Naturligt Vis i Tołpa z gardenią tahitańską to kolejne szampony. Wiem, że uznacie mnie za wariatkę, ale na moje włosy jedna próbka to zazwyczaj za mało...
Od dawna poniewiera mi się saszetka z 3 minutową maseczką Aussie wiec chyba nareszcie ją zużyję, Inebraya Ice cream to dobrze mi znane produkty choć maski dodającej objętości i arganowej jeszcze nie miałam. Na wszelki wypadek również dorzuciłam maskę z Phyto - a nóż coś się nie sprawdzi i trzeba będzie ratować sytuację... Zamiast suchego szamponu jedzie ze mną odświeżająca mgiełka z Alverde. Pianka Nivea do kręconych włosów to mój nieodzowny sprzymierzeniec, nie ma mowy żebym pojechała bez niej tym bardziej, ze i tak nie modeluję włosów. Jestem także w trakcie kuracji Vitapilem, dlatego aby nie robić przerw zabieram ze sobą lotion i tabletki - oczywiście bez pudełek i jeden blister :)


Choć nie spodziewam się i nawet nie liczę na wybitną pogodę to przecież nie mogę pojechać bez filtrów. Zestaw z Sorai testuję już od jakiegoś czasu, ale chcę go sprawdzić również w morskich warunkach. Balsam z SPF10, balsam po opalaniu, i balsam 3w1 - przyspieszacz, utrwalacz i brązer. Co to za wakacje bez smarowania pleców olejkiem? Tym razem pomoże mi w tym brązujący olejek z Nuxe. Dla mojego Miśka filtr w sprayu AA SUN SPF20 - nareszcie nie będzie marudził, że on nie chce się smarować. Dodatkowo mój sprawdzony krem do twarzy z Pharmaceris SPF30, Sopot SUN SPF30 na usta i znamiona, pomadka Tisane SPF30 i na wszelki wypadek ( znów ) Avene SPF50.


 Gadżety dodatkowe w moim przypadku to chusteczki do zmywania lakieru Jelid - uwielbiam je, a na podróż są wręcz nieodzowne. Do tego chusteczki do higieny intymnej z AA, dezodorant z Isany ( uwielbiam ten zapach ), olejek Lierac Huile Sensorielle do zadań specjalnych i żel do włosów na moje loki :)


A tak mniej więcej prezentuje się cała gromada :) Oczywiście do kosmetyczki rezygnuję z wszelkich pudełek i dodatkowych cudów. Spokojnie jednak zmieściłam się w dwie kosmetyczki z pierwszego zdjęcia łącznie z kolorówką i dodatkowymi kosmetykami mojego narzeczonego. Jednak saszetki to wcale nie głupia sprawa :)


Po powrocie z wakacji dam Wam znać co zużyłam i jakie były pierwsze wrażenia :) Nie żegnam się z Wami bo będę się starałam na chwilę wpadać :) Następne nadawanie z Jastarni - buziaki :)

czytaj dalej
Dziś wpadam na chwilunię, aby napisać Wam o wosku, który skradł moje serce. Sama kończę się pięknić i pakować bo jutro jadę na moje wyczekane wakacje :)
Jeśli powoli nudzą Was woski, powtarzające się zapachy, brak Wam nowości, fascynacji i czegoś wyjątkowego to mam dla Was coś, co dosłownie rzuciło mnie na kolana. Niby nie do końca mój, myślałam, że będzie na szarym końcu afrykańskiej kolekcji Q3, a okazało się, że stał się prawdziwym przebojem!


Producent opisuje wosk Serengeti Sunset jako mieszankę słodkich owoców, cytrusów, kwiatów lotosu i bursztynu. Zapomina tylko wydać ostrzeżenia, że ten kto raz go powącha przepadnie! :) Faktycznie pierwsze skrzypce grają w nim owoce - słodkie i soczyste szybko przebijają cytrusową nutą. Nie jest to jednak zapach lekki i płytki. Owocowa kompozycja otulona jest perfumeryjnymi, kwiatowymi akordami. Ciepłe, słodkie, nieco upajające nuty przywodzą na myśl orientalne klimaty. Nigdy bym się nie spodziewała, że połączenie owoców i kwiatów, a także tej specyficznej, intensywnej i nieco męskiej nuty bursztynu pozwoli stworzyć w domu tak uwodzicielski klimat.


Zarówno wosk Serengeti Sunset jak i inne woski z kolekcji Out of Africa kupicie na goodies.pl.
Czuję w kościach, że ten wosk będzie prawdziwym hitem!


Poznałyście już któryś z zapachów kolekcji Q3?

czytaj dalej