sobota, 19 kwietnia 2014

Kaczka z piekła rodem życzy Wesołego Alleluja :)

Na wpół śpiąco, po wyczerpującym tygodniu i ekstremalnych dwóch dniach poświęconych na sprzątanie i gotowanie chciałabym Wam Kochane życzyć spokojnych i radosnych Świąt.

Oby upłynęły w ciepłej, rodzinnej atmosferze i jednocześnie były okazją do wytchnienia i odpoczynku. No i oczywiście słodkiego lenistwa i udanego biesiadowania :)

Wesołych Świąt!





Czytaj dalej ...

środa, 16 kwietnia 2014

Dlaczego blogerki piszą tylko pozytywne recenzje? Buble w pigułce.

Tytuł nieco zaczepny, bo my - blogerki dobrze wiemy, że wcale tak nie jest. Coraz częściej jednak czytam zarzuty, że można u nas spotkać tylko pochwalne pieśni. Czy tak jest naprawdę? Rzadko wdaję się w dyskusję, ale tym razem chciałabym napisać o swoim punkcie widzenia i darujcie mi, ale z pewnością wyjdzie chaotycznie.


MOJE NIETRAFY KOSMETYCZNE

1. Prawda. Wcale nie zamierzam ukrywać, że sama najczęściej publikuję pozytywne recenzje. Dlaczego? Gdy kosmetyk nie pasuje mi przy drugim, trzecim, czwartym użyciu to po porostu z niego rezygnuję, a po tak krótkim okresie naprawdę ciężko jest rzetelnie ocenić produkt. Jeśli już piszę to najczęściej o bublach makijażowych czy nieudanej pielęgnacji twarzy, choć najwięcej nieudanych produktów trafiło mi się w kategorii: włosy. Niestety mój gatunek włosa jest wysoce specyficzny i to co mi nie pasuje, świetnie sprawdza się u innych. Mimo to nadal uważam, że moja recenzja po 3 użyciach szamponu nic nie wniesie.

2. Praktyka czyni mistrza. Po latach podróży przez kosmetyczny świat, zgłębieniu podstawowych tajników składów i dopasowaniu rodzaju pielęgnacji do preferencji naprawdę potrafię dobrać sobie kosmetyki i rzadko zdarza mi się dać ciała. Owszem - trafiają się lepsze i gorsze, nie zawsze pieję z radości. Bublami jednak nazwać ich nie można. Dodatkowy aspekt - praktycznie wszystkie produkty kupuję sama, więc do niczego nie muszę się zmuszać. To mój świadomy wybór.

3. Współprace. Temat rzeka i naprawdę nie mam ochoty go wałkować. Wiem jednak, że ciągle wiele osób uważa, że jak blogerka otrzyma coś za darmo to będzie pisać o ochach i achach na ich temat. Cóż, wiem, że są jednostki, które uważają, że to klucz do sukcesu. Zdecydowana większość wie jednak, że kłamstwo ma krótkie nogi, a czytelniczki nie są głupie i nie dadzą się nabrać. Ja w życiu nie zaryzykowałabym Waszego zaufania nawet za ciężarówkę kosmetyków. Blog to moja pasja i wcale nie wstydzę się, że na nim nie zarabiam. Owszem, fajnie by było zarabiać na czymś co kocha się robić, jednak nie kosztem ludzi, którzy dają tej stronie życie.

To są takie moje subiektywne odczucia i przemyślenia, proszę nie traktować ich jako prawdy objawione :)

A wy macie jakieś spostrzeżenia w tym temacie? Chętnie poznam Wasze opinie. A jutro zapraszam na wyniki konkursu :) Myślę, że uda mi się podjąć ostateczną decyzję :)

Czytaj dalej ...

wtorek, 15 kwietnia 2014

My Precious: Orly Pure Porcelain

W tym momencie powinnam rzec "ideał", narysować milion serduszek i pozostawić Was ze zdjęciami lakieru, na który czekałam lata :)

Grubo ponad rok temu na blogu u Greatdee doznałam objawienia. Ja, miłośniczka ostrych, ciemnych, intensywnych kolorów, zakochałam się lakierze koloru porcelany.


Ciągle i ciągle siedział w mojej głowie, kilka razy byłam nawet bliska dopadnięcia go w swoje ręce. Niestety zawsze przechodził mi koło nosa. Moje marudzenia jednak trafiły na właściwą osobę - Sylwia zlitowała się nade mną i całkiem niedawno w moje łapki wpadł nowiutki, świeżutki egzemplarz Orly Pure Porcelain.


Koniec bajdurzenia - czas na konkrety :)

Lakiery Orly mają przede wszystkim świetne buteleczki, proste, wygodne, a prawdziwy hit to gumowa nakrętka. Czy zdarzało Wam się kiedyś odkręcać lakier zębami? No właśnie, mi też... dlatego tak bardzo podziwiam pomysłowość producentów Orly. Zęby możecie zostawić w spokoju :)


Konsystencja lakieru jest dość rzadka jednak naprawdę dobrze się aplikuje, pędzelek jest cienki, ale sprawny. Do pełnego pokrycia paznokci spokojnie wystarczą dwie warstwy, które na dodatek schną w bardzo szybkim tempie. Choć zdarza mi się malować paznokcie przed snem to nigdy nie budzę się z odciśniętą pościelą, a to już coś.


Na plus zasługuje także trwałość. U mnie 5 dni bez najmniejszych uszkodzeń, później przytarte końcówki, ale jasny kolor ma tą zaletę, że nie rzuca się to w oczy.

Najważniejszy jednak jest kolor, a kolor to poezja. Kremowa porcelana, zupełnie nieprześwitująca. Nie umiem jednoznacznie określić jaka to barwa - dla mnie to kość słoniowa podchodząca pod brudny beż czy brudny róż. Dużo zależy od światła - czysta porcelana, to jednak naprawdę najbardziej trafna nazwa!


Uwielbiam ten lakier, uważam, że pasuje do wszystkiego i na każdą okazję. Chyba kocham go też dlatego, że tak długo na niego czekałam. Tegoroczna Wielkanoc z pewnością upłynie mi pod znakiem porcelany od Orly :)


Pojemność lakieru to aż 18 ml, za 39 zł kupicie go np. na Orlybeauty. To już kolejny lakier Orly w mojej kolekcji i wiem, że chcę więcej i więcej :)

A na koniec coś do śmiechu - koleżanka przywlekła dziś do pracy:

....Wczoraj wybrałam się z moimi koleżankami na imprezę. Powiedziałam mojemu mężowi, że wrócę o północy. Impreza była udana, więc wróciłam do domu o 3 nad ranem. Wchodzę do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę tą wściekłą kukułkę w zegarze, jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, że mąż się obudził się przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać, jeszcze 9x
Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, że chociaż pijana w 4dupy, w tak prosty sposób uniknęłam awantury z mężem .Szybciutko położyłam się do łóżka, myśląc, jaka to jestem inteligentna.
Po powrocie z pracy, podczas kolacji, mąż mnie zapytał, o której wróciłam z imprezy. Odpowiedziałam, że tak jak obiecałam, o 12.oo.
Najpierw nic nie powiedział, po chwili spojrzał i mówi:
- Wiesz, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką.
- Dlaczego kochanie?
- Widzisz, dziś w nocy kukułka zakukała 3x, potem - nie wiem, jak to zrobiła - krzyknęła "o kurwa!", zakukała 4x, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3x i padła na podłogę ze śmiechu, kuknęła jeszcze raz, nadepnęła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem uwaliła się obok mnie, zakukała ostatni raz, puściła głośnego bąka i zaczęła chrapać...

:)
Czytaj dalej ...

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Tołpa po raz trzeci - odnawiające mleczko do ciała regenerujące

Poniedziałek...żaden komentarz nie jest potrzebny. Dobrze, że ten tydzień będzie dla mnie trwał krócej, bo szef we wspaniałomyślności swojej święta ogłosił już od czwartku :) Ale poniedziałek pozostaje poniedziałkiem, postanowiłam więc zacząć go recenzją mleczka odnawiającego regenerującego do ciała od Tołpy.


Spośród testowanych przeze mnie produktów Tołpy, ten wypadł najsłabiej przynajmniej w kwestii nawilżania. Nie jest to jednak kwestia słabości produktu, a raczej mojej wymagającej skóry. Mimo to muszę napisać swoje faktyczne odczucia.


Mleczko odnawiające z Tołpy zamknięte jest w wygodnej, plastikowej butelce z pompką + papierowy kartonik. Konsystencja, jak na mleczko jest dość gęsta, aksamitna. Cudownie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy. Niesamowicie podoba mi się zapach tego kosmetyku, jest słodki, apetyczny i relaksujący - dobrze go znam, ponieważ miałam podobny w maseczce z Balei :) Są to figi, a figi pachną obłędnie :)


W moim przypadku mleczko niestety nawilża słabiej niżbym tego oczekiwała, zresztą nawet wybitnie się temu nie dziwię - na co dzień używam gęstych maseł. Mimo to uważam, że ten kosmetyk świetnie sprawdziłby się latem ( mnie szczególnie na górnych partiach ciała ).
Po pierwsze, zawiera złuszczająco-wygładzający wyciąg z fig. Faktycznie, przy codziennym używaniu skóra staje się zdecydowanie gładsza i milsza w dotyku. Kolejny atut to dodatek rozświeltających mikropigmentów - absolutnie nie mam tu na myśli tandetnego brokatu. Drobinki są ekstremalnie drobniutkie, aż ciężko zauważyć je gołym okiem. Mleczko wmasowane w skórę pozostawia zdrowy, piękny połysk tzw. glow :) Gdy wyobrażę sobie jak musi wyglądać nałożone na opaloną skórę to aż przechodzi mnie dreszczyk :)


Tradycyjnie już skład kosmetyku jest całkiem przyjemny. Ponadto uwielbiam ich pomysł na siebie - zarówno kartonik jak i butelka mieszczą mnóstwo ciekawych informacji, które nie są wyssane z palca.


Za 250 ml mleczka zapłacimy ok. 34 zł. Niestety w moim Rossmannie oferta Tołpy jest zatrważająco uboga - cóż, małe miasto = niezwykle mała wiedza o kosmetykach. Boli mnie to niesamowicie.

Mimo wszystko trzymam kciuki za rozwój polskich marek :)

Czytaj dalej ...

niedziela, 13 kwietnia 2014

Ostatnia przypominajka konkursowa - trzy zestawy lakierów GOSH czekają u wielkanocnego zajączka :)

Mam nadzieję, że Pani Ewa nie obrazi się za nazwanie jej wielkanocnym zajączkiem, choć w sumie dla trzech z Was, które wzięły udział w konkursie może się nim stać :) Przypominam, że tylko do końca dnia możecie wziąć udział w konkursie, w którym można wygrać jeden z trzech zestawów lakierów GOSH. Wystarczy wypełnić formularz TUTAJ.


A tak poza tym jak Wam mija niedziela, palmy wyświęcone? :) Ja zaczęłam niedzielę farbowaniem czupryny bo moje odrosty osiągnęły kilometr. Teraz lecę dokończyć placki po zbójnicku i zabieram się za komentarze pod ostatnim postem, przecież nie mogą pozostać bez odpowiedzi, tym bardziej, że kosmetyk wart był dyskusji :)
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast