poniedziałek, 15 września 2014

Urodzinowe niespodzianki z welonem w tle :)

Czytając kiedyś cudownego posta Balbiny Ogryzek z zabawną ilustracją odczuć KLIK nawet nie zastanawiałam się, że sama stanę kiedyś przed podobnym dylematem. Pisać, czy nie pisać. Przejść nad tym do porządku dziennego, a może jak najszybciej poinformować. Długo się wahałam, ale w końcu stwierdziłam, że to przecież żaden wstyd, a blog często trąci moimi prywatnymi przemyśleniami, więc mogę wreszcie to napisać :) 5 września świętowałam swoje ćwierćwiecze, czyli 25 urodziny, w ramach prezentu zażyczyłam sobie weekendu z dala od rodzinnego domu. Wybór padł na Kazimierz Dolny, a cudna pogoda tylko sprzyjała pieszym wędrówkom. Po całym męczącym dniu, gdy już marzyłam o śnie, mój najdroższy postanowił podnieść mi ciśnienie i... poprosił mnie o rękę :D


Nie powiem, że byłam w jakimś ciężkim szoku, bo ślub zawsze przejawiał się w naszych rozmowach, ale nie spodziewałam się, że stanie się to akurat tego weekendu. Same łzy leciały mi z oczu mimo, że się śmiałam. Tym sposobem stałam się narzeczoną, a pobieramy się 17 września 2016 roku - tu już mniej romantyczna część, nie z miłości do tej daty, ale z faktu, że był to jedyny wolny termin :) Raczej nie sądzę, że na blogu zaczną się pojawiać posty stricte związane z planowaniem ślubu czy wesela, ale może coś odruchowo przemycę :)


Pierścionek to bez wątpienia największa niespodzianka jaka spotkała mnie w okolicach urodzin, ale nie jedyna. Tuż przed 5 września zadzwonił do mnie kurier z informacją o przesyłce z Niemiec, już wiedziałam kto jest sprawdzą, a w zasadzie sprawczynią tej niespodzianki. Nie myliłam się! Gosia, tym razem z pomocą swojego najdroższego i córki zrobiła mi ogromny prezent urodzinowy! Domyślacie się chyba jaka była moja mina, gdy rozpakowywałam paczkę. Uśmiech wielkości banana od ucha do ucha, przeplatany ze składaniem ust w karpika i wykrzykiwaniem " wow!". Mój G. śmiał się, że wyglądałam jak małe dziecko, które dostało cały karton kinder niespodzianek. Cóż  - tak się właśnie czułam, zresztą jemu też trafiło się co nieco, więc tak ochoczo rozpakowywał paczkę :) Poniżej zestaw fotek mojego cudownego prezentu z wisienką na torcie, czyli torbą z Orsaya - wierzcie mi, na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciu :)








Zaskoczyli mnie też moi współpracownicy - koleżanki kupiły mi kapitalny kufel z rocznicową 25, a od wszystkich dostałam wielki bukiet prześlicznych kwiatów, życzenia i coś słodkiego :) Naprawdę czułam się niesamowicie, chyba nigdy nikt nie miałam tak obświętowanych urodzin :)


Myślę, że moje 25 urodziny zapamiętam na całe życie, emocje były tak silne, że do tej pory jeszcze nie całkiem doszłam do siebie :)
Czytaj dalej ...

czwartek, 11 września 2014

Lodowy duet dla pięknych włosów od Hairstore - Inebrya Ice Cream Green nawilżający szampon i odżywcza maseczka

Ostatnimi czasy mało pojawiało się u mnie recenzji i spostrzeżeń na temat włosów, a przecież włosomaniactwo towarzyszy mi od kiedy tylko pamiętam. Jako że jestem posiadaczką długich, naturalnie kręconych włosów, wiem ile wytrwałości kosztuje utrzymanie ich w nienagannym stanie. W zasadzie o swoją czuprynę dbam non stop - olejki, suplementy, właściwe mycie i pielęgnacja. Po wielu, wielu latach prób i błędów wiem, co jest dla nich dobre. Kocham naturalną pielęgnację, ale ostatnio coraz chętniej równoważę ją zdrową chemią - po prostu taki typ włosów jak moje rządzi się swoimi prawami. Czy więc duet Inebrya od Hairstore sprawdził się w pielęgnacji kłopotliwych loczków?


Zacznę może od nawilżającego szamponu Inebrya Ice Cream Green , bo nie ukrywam niesłychanie przypadł mi do gustu. Mycie czupryny tym kosmetykiem to dla mnie czysta przyjemność z naciskiem na czysta :)


Szampon zamknięty jest w smukłej butelce zamykanej na zatrzask. Jego konsystencja jest dość rzadka i przezroczysta jednak nie przelewa się przez palce i pozwala świetnie pokryć całe włosy. Już niewielka ilość kosmetyku pozwala na umycie włosów na całej długości, gdyż szampon bardzo dobrze się pieni ( a nie zawiera SLS/SLES - taka ciekawostka ).


Kosmetyk ma cudny zapach, roślinno - kwiatowy, wyraźny, ale nie duszący. Długo utrzymuje się na włosach przedłużony zapachem maski.


Jeśli chodzi o samo oczyszczanie skóry głowy, a także włosów to radzi sobie rewelacyjnie. Dobrze domywa piankę, żel i wszelkie kosmetyki do stylizacji, a także ciężkie olejki. Jednocześnie nie przesusza włosów i nie plącze. Po umyciu są nadal bardzo przyjemne w dotyku, a sam szampon bardzo łatwo się wypłukuje


Zerknijmy na skład - niestety z reguły profesjonalne kosmetyki do włosów napakowane są różnymi dziwnymi świństwami, tutaj jednak mamy kompromis między tym co dobre, a tym co skuteczne. Efekt końcowy jest więc bardzo pozytywny - lekkie i miękkie włosy, dobrze oczyszczona skóra głowy i zero przesuszeń. Myślę, że jest to szampon, z którym polubi się większość typów włosów, a jego cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości 26.25 zł za 300 ml do kupienia TUTAJ.

Maska Inebrya Ice Cream intensywnie odżywiająca to produkt, który stosowany przy każdym myciu może zbytnio obciążać włosy, ale za to od czasu do czasu, a jeszcze lepiej - przed większym wyjściem, robi z moich loków totalną magię.


Maska zamknięta jest w smukłym opakowaniu zakończonym pompką, jako że jest to produkt profesjonalny, z pewnością ułatwia to używanie kosmetyku. Konsystencja średnio gęsta, przypomina mi maskę Bioetika choć jest chyba nieco rzadsza, generalnie jednak nie jest to wadą bo łatwo aplikuje się na włosy, a nakładana na dobrze wilgotną czuprynę spokojnie otuli każdy włosek.


Zapach jest w zasadzie identyczny jak w szamponie, ale to logiczne  -  w końcu produkty z jednej linii.
Działanie produktu jest zgodne z zapewnieniami producenta - zawsze szukam w maskach przede wszystkim olejków i naturalnych składników, ale coraz częściej zauważam, że nie wszystkie mi służą, a wiele generuje szopę i puch, a nie piękne loki. Maska Inebrya, choć oparta na silikonach idealnie potrafi okiełznać moją bujną czuprynę. Włosy są po niej cudownie miękkie i lśniące, sprawiają wrażenie nawilżonych i idealnie wypielęgnowanych. Naprawdę ciężko osiągnąć taki efekt przy pomocy innych produktów - znam to z autopsji. Dodatkowo maska nie obciąża włosów, loki pozostają sprężyste i pełne objętości, a czupryna nie przetłuszcza się szybciej niż zazwyczaj. Uważam jednak, że najlepiej wypada używana raz w tygodniu zamiennie z delikatniejszymi odżywkami lub balsamami.


Skład maski, jak już wspominałam, oparty jest na silikonach, ale wzbogacono ją również aloesem czy masłem shea. 


Za 300 ml maski zapłacimy w sklepie Hairstore 28,95 zł KLIK

Muszę przyznać, że produkty Inebrya zaskoczyły mnie na tyle pozytywnie, że z chęcią poznam inne kosmetyki tej marki. Rozsądne ceny, adekwatne do jakości to podstawowy atut. A Wy miałyście już z nimi do czynienia?
Czytaj dalej ...

wtorek, 9 września 2014

Antycellulitowy scrub do ciała EcoSpa by Smykusmyk + małe wyjaśnienie zaginięcia w akcji :)

Dzisiejszy post powinnam zacząć od przeprosin - cisza, która ostatnio zapadła na wyjątkowo długi jak na mnie okres wynikała z ogromu zdarzeń i zmian w moim życiu. Wracając z pracy, w której 8 godzin non stop siedzę przed komputerem sprawia, że w domu drażni mnie nawet dźwięk radio czy telewizji, a co dopiero patrzenie się w monitor. Ponadto czas również nie był moim sprzymierzeńcem - 5 września stuknęło mi ćwierćwiecze i dochodzę do wniosku, że faktycznie pędzi on dwukrotnie szybciej niżbym tego chciała. Na szczęście w weekend postanowiłam trochę zwolnić, razem z moim najdroższym wybraliśmy się na weekend do Kazimierza Dolnego, z którego przywiozłam wspomnienia na całe życie :) Postaram się powoli nadrobić zaległości więc i na małe wspomnienia przyjdzie czas.


Teraz jednak chciałabym napisać o kosmetyku, którego próżno można szukać na sklepowych półkach, ale za to możecie zrobić go same lub poprosić Patrycję o pomoc - kto jak kto, ale ona na ręcznej robocie zna się jak mało kto ( bez skojarzeń please :).


O tym, że jestem wielką fanką konkretnych zdzieraków wiecie zapewne już od dawna, gdy więc przeczytałam u Smykusmyka recenzję i sposób przygotowania antycellulitowego scrubu to od razu zapragnęłam go mieć. Traf chciał, że szczęście się do mnie uśmiechnęło i wygrałam go w rozdaniu. Tego samego dnia, gdy scrub do mnie dotarł zabrałam się testy. Mój facet oczywiście pierwszy musiał zajrzeć do odkręconego słoiczka - jego oczom ukazała się zgniłozielona, intensywnie pachnąca papka przypominająca kąpiel potwora z bagien. Gwarantuję wam, że mina ( faceta, nie potwora ) była bezcenna, gdy powiedziałam, że będę się tym smarować :)


Scrub przywędrował do mnie w wygodnym, zakręcanym słoiczku. Jego konsystencja jest dość rzadka, bo cukier i algi ( Alga ulva i Laminaria digitata ) skąpane są w oleju sojowym i oleju winogronowym. Aplikacja nie sprawiała mi jednak wybitnych problemów, na wilgotnej skórze drobinki dobrze się rozprowadzały i pozwalały na długi masaż.

Moim zdaniem kosmetyk naprawdę dobrze złuszcza martwy naskórek, jest skuteczny, ale jednocześnie nie podrażnia skóry. Bogactwo olejków sprawia, że po kąpieli i peelingu nie muszę już smarować ciała balsamem czy masłem. Skóra jest świetnie wygładzona, ale jednocześnie nawilżona.


Początkowo najbardziej obawiałam się zapachu - wiem, że algi potrafią strasznie śmierdolić. Owszem, w scrubie nie unikniemy rybiej mgiełki, ale jest ona zminimalizowana i gwarantuję, że wszystkie koty z okolicy nie zaczną urządzać Wam arii pod oknami :)

Skład to sama natura - cukier, olej winogronowy, olej sojowy, algi ( wymienione wyżej ) i ewentualnie kilka kropli aromatu.

Moja skóra polubiła się z tym scrubem, a idea hand-made podoba mi się tak bardzo, że jakiś czas temu kupiłam moździerz i zbieram się wreszcie do swojego pierwszego zamówienia na półprodukty z EcoSpa. Aż chce się kręcić!

A jaki jest Wasz stosunek do kosmetyków samorobionych - kuszą czy nie koniecznie?
Czytaj dalej ...

poniedziałek, 1 września 2014

Jeszcze 6 zestawów kuracji Priorin Extra do wygrania - szybko, szybko :)

Pamiętacie wielką akcję testowania Priorin Extra, o której pisałam TUTAJ ? Dzięki uprzejmości firmy Bayer mam dla Was jeszcze 6 zestawów trzymiesięcznych kuracji tym suplementem. Sama jestem w połowie 3 miesiąca i efekty są naprawdę niesamowite!


Jeśli chcecie poprawić kondycję swoich włosów - ich gęstość i szybkość wzrostu to zapraszam Was pod adres http://www.wyprobujpriorinextra.pl/. Wypełnijcie ankietę i wpiszcie mój kod: TEHcjg0QJ jeśli uda Wam się zakwalifikować to zestaw trzymiesięcznej kuracji będzie Wasz od ręki :) Nic nie tracicie, a możecie tylko zyskać! :)



Zapraszam Was serdecznie, a od jutra wracam do żywych, dzisiejszy ból głowy rozłożył mnie na łopatki.
Czytaj dalej ...

niedziela, 24 sierpnia 2014

WYNIKI - Twój Skrawek Ziemi i moja obiecana odpowiedź

Prawie cały tydzień, dzień w dzień przeglądałam Wasze zgłoszenia do konkursu - czytałam analizowałam, odsiewałam, wybierałam i... od nowa. Naprawdę Wasze odpowiedzi były fantastyczne i z wielką przyjemnością przeczytałam każdą od deski do deski.


Różnorodność zgłoszeń była niesamowita - to naprawdę fajne, że potrafimy mieć tak bardzo różne marzenia. Wiele odpowiedzi zwróciło mi uwagę na miejsca, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Bardzo dziękuję Wszystkim za wzięcie udziału w konkursie. Niestety nagroda jest tylko jedna, mam jednak nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej bo to nie pierwszy i nie ostatni konkurs na blogu, w zanadrzu mam już kolejną niespodziankę.

Nie przedłużając jednak, ogłaszam, że dzisiejsza niedziela jest szczęśliwa dla:

Klaudia She-wolf

Kochana - gratuluję i doskonale rozumiem dlaczego akurat taki skrawek Ziemi byłby Twoim wymarzonym :)
Czekam na maila z danymi do wysyłki nagrody, paletka Sleek Arabian Nights czeka już na Ciebie :)

Pojawiły się też prośby o to, abym sama odpowiedziała na zadane przez siebie pytanie - jaki byłby mój wymarzony skrawek Ziemi. Spełniam więc obietnicę :)

Dla mnie wymarzony skrawek Ziemi to na pewno Polska, mimo iż kocham podróże to wiem, że nie byłabym w 100% szczęśliwa z dala od ojczyzny, rodziny i przyjaciół. Z drugiej jednak strony nie jestem specjalnie stadnym stworzeniem - cenię sobie spokój i ciszę dlatego bardzo męczy mnie życie w mieście mimo iż urodziłam się i wychowałam w zasadzie w samym jego centrum. Dla mnie idealnym miejscem do życia jest wieś. Ale w rozsądnej odległości od sąsiadów :) Dom na domie mnie nie satysfakcjonuje. Chciałabym mieszkać gdzieś w pobliżu lasu, z dala od ruchliwych dróg. Może nie w totalnej dziczy, ale tak w sam raz. 3 kilometry od mojego miasteczka jest takie miejsce i mam wielką nadzieję, że już niedługo tam zamieszkam. Blisko do miasta, blisko do szkół czy na zakupy, ale z drugiej strony cicho, spokojnie i sielsko. Ja mam takie wrażenie, ilekroć tam jestem, że czas płynie tam inaczej. Spokojniej, leniwiej. Uwielbiam kontakt z przyrodą, a tam tego nie brakuje, wychodzę za dom i widzę pola, las, a przy odrobinie szczęścia nawet jakąś sarenkę :) Podoba mi się to, że mogę usłyszeć klekot bociana, że o 7 rano sąsiad nie wierci mi dziury w ścianie, że nie wyją syreny, nie trąbią samochody, że mogę w piżamie wyjść przed dom na kawę i nikt nie popatrzy się na mnie jak na czubka bo... nikt poza rodziną mnie nie zobaczy. Z wykształcenia jestem rolnikiem, skończyłam SGGW i ten mój skrawek Ziemi to takie odwieczne marzenie. Ja naprawdę lubię grzebać w ziemi, chciałabym mieć swój ogródek, swoje warzywka, nawet wszelka pomoc w polu nie jest dla mnie problemem. Generalnie praca za biurkiem nigdy nie była moim marzeniem, zawsze lepiej czułam się na łonie natury, ale bez zbędnego tłumu. Często, gdy mówię o tym co mi się marzy to zarówno znajomi jak i część rodziny patrzy na mnie jakbym przybyła z innej planety. Nie lubię tego bo ja szanuję marzenia innych i wcale nie dziwi mnie to, że ktoś chciałby mieszkać w samym centrum Nowego Jorku - jesteśmy różni, każdy człowiek jest inny i nie ma dla mnie nic gorszego niż brak poszanowania inności. Liczę więc na zrozumienie :)

Jednocześnie życzę Wam spokojnej niedzieli, a wieczorem postaram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze :)
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast